Drzeć mordę tak, żeby nabawić się migreny

Patryk Włódarczyk, fot. archiwum zespołu Varnheim
Patryk Włódarczyk, fot. archiwum zespołu Varnheim

Mojego dzisiejszego gościa miałem przyjemność poznać podczas koncertu, który odbył się w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki, mieszczącym się wówczas przy ulicy Sienkiewicza. Występował w zespole, który ujął mnie bardzo mrocznym klimatem oraz hipnotyzującymi dźwiękami sączącymi się ze sceny. Dało się wyczuć od chłopaków autentyzm oraz pomysł na swoją twórczość I brzmienie. Muszę przyznać, że wg mojego odczucia przyćmili inny lokalny zespół, który tamtego wieczoru supportowali – zespół Leshy. Odczucia z tamtego koncertu miałem okazję zweryfikować podczas Necro Crew Attack, który odbył się w płockim klubie Rock’69. Szczerze ? Po tym koncercie stałem się fanem ich twórczości 🙂

Zapraszam do rozmowy z Patrykiem Włódarczykiem, frontmanem zespołu Varnheim, który oprócz działalności we wspomnianym bandzie, tworzy… synthwave’y oraz przygotowuje projekt post punkowy.

Ponad rok temu nagraliście materiał w Heinrich House Studio, który jak twierdzą Ci co go słyszeli wgniata w fotel ? Dlaczego oprócz kilku szczęśliwców, nikt więcej nie miał okazji go posłuchać ? Możesz powiedzieć czemu jeszcze nie został on wydany ?

Szczerze mówiąc nałożyło się na to kilka sytuacji. Pierwszą z nich było i jest to, że jest pandemia. Teraz wszystkie zespoły nagrywają nową muzykę, wysyłają materiał do wytwórni, a jak wiadomo, dobre wytwórnie mają harmonogram zawalony jak autobus do Lichenia ;). Nawet jeśli nagrasz dobrą płytę, to nadal jest mnóstwo innych, bardziej znanych zespołów na których muzykę oczekują fani. Zespoły te mają już pewną „renomę”, w takim momencie ciężko jest wydać płytę no-name’owego zespołu, nawet jeśli tak jak określiłeś – wgniata w fotel. Z tego powodu właśnie wytwórnie odmawiają nam współpracy.

Jak przebiegała praca w studio? Czy możesz opowiedzieć o atmosferze jaka panowała podczas nagrywania ? Kto był realizatorem tego materiału ? Jakaś zabawna historia, która wydarzyła się podczas „nagrywki” ? 😉

Realizatorem naszego materiału był Filip „Heinrich” Hałucha, który obecnie prowadzi swoje studio o nazwie „Heinrich House Studio”. Filip jest uznanym muzykiem w metalowym środowisku, do tej pory grał w kilku zespołach, z których najważniejszymi są Vesania, Decapitated czy Rootwater.

Było kilka zabawnych sytuacji związanych ze studiem. Pierwszą z nich było to, że żaden z nas nie uczestniczył w pełnym procesie nagrań (od początku do końca). Oczywiście wszystko przez tę Pandemię.

Nie było możliwości abyśmy wszyscy byli w studio jednocześnie, więc w pierwszej kolejności Paweł z Mateuszem pojechali do Heńka, ustawili brzmienie bębnów i je nagrali. Przy okazji pobawili się Kemperem, ograli studyjny sprzęt i nasłuchali się historii z tras Decapitated. Cały ten etap zajął 5 dni. Ja w tamtym czasie leżałem chory w łóżku i walczyłem z anginą.

Po weekendzie pojechałem z Pawłem do Legionowa. Paweł siedział w hostelu, a ja z Matim wbijałem gitary. Można powiedzieć, że zabookowaliśmy sobie idealny termin na nagrania (śmiech). Ja nie byłem w stanie nic mówić, a co dopiero drzeć ryja. W trakcie sesji nagraniowej w Legionowie pożarłem więcej leków niż przez całe życie ;).
Po dwóch dniach ciężkich zmagań z partiami gitarowymi nastąpiła zmiana warty – ja wróciłem do Hostelu, a na moje miejsce wszedł Sebastian by dograć partie basu. Początkowo Seba miał nagrywać bas na swojej gitarze. Jak się okazało był problem z menzurą i ustawieniem mostka, nie było możliwości nagrywać na jego gitarze. Z rozwiązaniem problemu przyszedł Heniek – zaproponował nagrywanie na customowym basie firmy ESP zrobionym dla Oriona z Behemoth i finalnie to właśnie ta gitara wybrzmiewa na naszej płycie. Po nagraniach basu przyszedł czas na wokale.

Sesja nagraniowa wokali trwała ponad 10 godzin Na to wszystko składały się wokale nagrane podwójnie – a czasem i poczwórnie. Tamtego dnia wypiłem ok. 8 litrów wody, a gdy Kosa przyjechał do studia, nagrać wokal na jeden z utworów to ja już prawie nie byłem w stanie mówić. Ponadto pierwszy raz w życiu dostałem migreny od darcia mordy. Nie polecam! (śmiech). Poza tym – świetnie spędzony czas w studio ...


po lewej – Sebastian Kaim, po prawej Mateusz Waśkiewicz podczas pracy w Heinrich House Studio (marzec 2020), fot. archiwum zespołu


Zespół Varnheim to jeden z najmłodszych zespołów z naszego miasta (patrząc przez pryzmat Waszego wieku). Kiedy mniej więcej zacząłeś interesować się muzyką ? Czy obserwowałeś to, co działo się na płockiej scenie zanim chwyciłeś za instrument ?

Muzyką interesuję się odkąd pamiętam – moim pierwszym instrumentem była zabawkowa gitara stylizowana na stratocastera, następnie dostałem mikrofon (również zabawkowy). Później otrzymałem od rodziców gitarę akustyczną – najtańszą z możliwych. Ona kompletnie nie stroiła i nie dało się na niej grać. Gitara poszła w kąt i nie grałem na niej wcale. Po kilku latach miałem szanse zagrać na gitarze basowej – i początkowo to na niej chciałem uczyć się grać, lecz w momencie wyboru stwierdziłem, że jednak biorę gitarę elektryczną i tak zaczęła się moją przygoda z nauką gry na gitarze. Ponadto, moi rodzice są fanami zespołu Queen i odkąd pamiętam to właśnie ich muzyka zawsze gościła w naszym domu, a co za tym idzie – zawsze fascynowała mnie gra na gitarze. Apropo zespołu Queen… Pamiętam zabawną historię – kiedyś mój Tata zabrał mnie do Warszawy na Mistrzostwa Świata w Podnoszeniu Ciężarów (2002 r.). Jedną z piosenek odgrywanych podczas odbioru nagród było „We Are The Champions”, drugą zaś „We Will Rock You” Queen’u. Gdy wróciłem do domu powiedziałem Mamie, że grali piosenki jej ulubionego zespołu, mimo że nie znałem ich dokładnych tytułów, ani z jakich płyt pochodzą, ale byłem tego w stu procentach pewien, nawet po krótkiej chwili odnalazłem je na płycie.

Co do Płockiej sceny – nie byłem zupełnie świadomy tego, że ktoś u nas gra.
Naszą lokalną muzyką zacząłem interesować się w momencie dołączenia do Grim Mystery. Wtedy właśnie poznałem członków zespołu – Pawła Dudę (z którym obecnie gram w Varnheim), Łukasza Kopańskiego, Aleksandrę Dąbrowską i Jacka Brudnickiego, z którymi zacząłem chodzić na koncerty i mniej więcej tak wkręciłem się w naszą lokalną scenę.

Czy możesz opowiedzieć o swoich inspiracjach muzycznych ? Co takiego zdarzyło się w Twoim życiu, że postanowiłeś grać taki, a nie inny rodzaj muzyki ?

Jeśli chodzi o moje inspiracje to ciężko znaleźć jeden zespół lub gatunek muzyczny. Słucham wszystkiego co wpadnie w ucho. Bardzo lubię muzykę klasyczną, ale rzadko jej słucham, gdyż muszę mieć chwilę wolnego by na spokojnie usiąść i jej posłuchać. Aktualnie w mojej playliście króluje Odraza – „Esperalem Tkane”, Blindead – „Affliction XXIX II MXMVI”, oraz Kriegsmaschine.

Zanim rozpoczął się lockdown, zagraliście mini trasę z zespołami Baalberith i Concatenation. Jak ją wspominasz ? Jaki był odbiór Waszej muzyki podczas gigów?

Alkoholowo – przeważnie, gdy odjechaliśmy 30-40km od Płocka okazywało się, że wódka się już skończyła i trzeba zajechać na stację :D. Jeśli chodzi o trasę to było wspaniale. Przede wszystkim nie było żadnych spięć między zespołami. Każdy sobie wzajemnie pomagał. Jeśli chodzi o odbiór muzyki, czy kwestie organizacyjne to poza koncertem w Łódzkim Magnetofonie wszystko przebiegało jak powinno. Udało się porozmawiać z ludźmi, wymienić doświadczeniami, czy wspólnie obgadać przyszłe plany na koncerty / trasy. To miłe uczucie, gdy nasza muzyka się komuś podoba.

zespół Varnheim podczas koncertu w POKiS (2018), fot. triku

Jak być określił muzykę którą gracie ? Czy styl Black Metal będzie odpowiednią etykietą do Waszej stylistyki muzycznej ?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ aktualnie powstaje wiele nowych gatunków i nazw, wydaje mi się, że podstawą naszej muzyki jest mimo wszystko black metal, chociaż z płyty na płytę dużo bardziej eksperymentujemy. Muzyka ewoluuje. Staramy nie zamykać się na inne gatunki. Do tego dochodzą też umiejętności. Kolejny materiał będzie zdecydowanie szybszy i bardziej techniczny.

Co myślisz o płockich kapelach obecnie grających ? Czy są jakieś, które szczególnie przypadły Tobie do gustu ?

Jest ich sporo – przede wszystkim bardzo podobają mi się ostatnie dokonania Baalberith – którego miałem okazję odsłuchać trochę wcześniej – na żywo, jak i po zmasterowaniu. Klasa sama w sobie. Przeważnie, gdy graliśmy gdzieś koncert to słyszałem „O kurwa! Ale wokal!” – Left mógłby nim burzyć ściany ;).
Idąc dalej – Leshy – i od razu wspomnieniami wracam do ostatniego koncertu w R69. Magia. Zresztą, to nie był przypadek, że Kosa wystąpił gościnnie na naszej płycie. Zrobiliśmy numer, zaprosiliśmy go na próbę i od momentu, gdy zaczął śpiewać wiedzieliśmy, że to jest to.

A co myślisz o innych kapelach black metalowych funkcjonujących kiedykolwiek w naszym mieście ? Czy słyszałeś w ogóle jakieś bandy, które grały tutaj na przestrzeni tylu lat tą mroczną odmianę metalu ? Jak określiłbyś ich poziom artystyczny ?

Szczerze mówiąc to kompletnie nie. Wiem, ze Baalberith miesza death i black metal. Możliwe, że ktoś ze starszego pokolenia grał taką muzę :D.

Jak wyglądało Wasze funkcjonowanie w czasie lock downu ? Jak wykorzystaliście ten czas ?

Przede wszystkim stworzyliśmy własną sale prób, w której możemy grać do późnych godzin. Poprzednia próbownia była umiejscowiona w okolicy domków jednorodzinnych, przez co wieczorami czy w święta nie było opcji tam grać. Teraz tak naprawdę wszystko jest kwestią czasu – każdy z nas pracuje, czasami w różnych godzinach, do tego dochodzą studia, jakieś inne zajęcia – inne zespoły i tego czasu robi się mało. Na tą chwilę jestem zadowolony, ponieważ mamy gdzie grać, skupiamy się na tworzeniu nowej muzyki – a tych pomysłów jest wiele i idziemy do przodu.

Czy macie już jakieś plany koncertowe na okres po pandemii ? Wg mnie to kwestia czasu jak ruszą gigi ? Czy jesteście przygotowani na granie na żywo ?

Dostaliśmy już propozycję zagrania koncertów, niestety trochę ciężko zgrać to z moimi zajęciami (studia), natomiast myślę, że gdyby pojawiła się możliwość zaprezentowania się publiczności w dogodnym dla nas terminie to jak najbardziej bylibyśmy za.

zespół Varnheim podczas koncertu w Rock’69 (2019), fot. archiwum zespołu

Oprócz działalności w zespole Varnheim, działasz również w innych projektach muzycznych, reprezentujących zupełnie inny styl, niż wspomniany zespół ? Możesz opowiedzieć o tych projektach ?

Od Grudnia 2019 roku tworzę projekt o nazwie Spectral Drug. Gatunek muzyczny w którym się poruszam to Synthwave. Nie jest to jakiś spektakularny projekt, ale robię go dla siebie – dla swojej przyjemności. Jakiś czas temu zacząłem robić covery zespołów black metalowych – w wersjach synthwave i dostałem dość duży feedback ze strony fanów black metalu, którzy zachęcają mnie do tworzenia kolejnych „dzieł”. Jeśli czas na to pozwoli to wkrótce pojawi się więcej coverów.
Ponadto, od jakiegoś czasu pracuje nad projektem post-punkowym, natomiast z uwagi na aktualny brak czasu musiałem odstawić projekty na bok.

Pytanie obowiązkowe. Powiedz proszę, które płyty, wydane kiedykolwiek przez nasze lokalne bandy uważasz za najciekawsze ? Co Ciebie w nich poruszyło, zaciekawiło, a może nawet zainspirowało ?

Leshy – Psychopomp –
ten album to jeden z moich ulubionych z naszego podwórka. Wszystko gra tak jak należy. Gdybym sam potrafił tworzyć taką muzę, to chciałbym aby brzmiała właśnie tak. Podobają mi się dysharmonię gitar, proste rytmy, wolne, ciężkie riffy, oraz wokale Kosy – gość zna się na rzeczy.
SchröttersburgMelancholia – Bardzo lubię ten album. Myślę, że po części zainspirował mnie aby zacząć tworzyć swój projekt post-punkowy.
Baalberith Manhunt – Wydaje mi się, że o tej płycie zostało już wszystko napisane w recenzjach. Świetny album – czy inspirujący? Na pewno, biorąc pod uwagę fakt, że Wraith i Scub grają również w Varnheim.
ConcatenationDevolution – masa dobrego, pozytywnego wpierdolu. Gatunkowo – trochę inna muza niż gram i słucham, mimo wszystko często wracam do tego albumu.
The Old CroneBetula 6.66 – Ciężko powiedzieć, by coś mnie zainspirowało, aczkolwiek pamiętam, gdy byłem na koncercie i grali kawałki z tej Demówki. Fajne wspomnienia – również często do niej wracam.

Czego można Wam życzyć na nadchodzące miesiące?

Uczestnictwa w koncertach – na scenie / pod sceną ;).

2 Komentarze

1 Trackback / Pingback

  1. Monsun młodości i doświadczenia – Płocka Scena Rockowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*